I Ty możesz zostać komentatorem

http://covermaker.net/
Niecały miesiąc temu Artur Kurasiński na swoim blogu zamieścił prześmiewczy Kurs Fejsbukologii, biorąc na celownik statusy na FB i ukryte prawdy, jakie niosą o swoich autorach. Wyłania się z tej zabawnej analizy kilka typów statusowiczów, których dla potrzeb niniejszego tekstu nazywam komentatorami. Do peletonu Kurasińskiego dorzucam kilka swoich typów.

Komentatorem moim zdaniem jest każdy z nas – nawet jeśli na FB pojawia się od święta, wybiórczo, jakby mimochodem, a nawet twierdzi, że korzysta z niego tylko do pisania wiadomości i „w ogóle tego wszystkiego nie czyta”. Jasne.



A zatem wyłaniają nam się następujące typy, które jedna osobowość może łączyć:

Komentator sportowy. Dzięki tej grupie nie ma po co włączać TV w trakcie ważnego meczu. Albo średnio ważnego. Komentator szybciej niż Dariusz Szpakowski daje znać o golach, bramkach, analizuje technikę, gani i nagradza wykrzyknikami złote strzały.

Komentator pogodowy. Za każdym razem, gdy zmienia się pogoda, nie mówiąc o porze roku, gdy widzi tęczę, albo gdy robi się ciepło, daje o tym znać reszcie swoich znajomych, z których większość jest pewnie w tym samym mieście i widzi dokładnie to, co on.

Komentator kulturalny. Pewnie pani od polskiego mówiła mu, że fajnie pisze i powinien spróbować swoich sił w czymś większym niż rozprawka o Wokulskim. KK marzy się przyznawanie gwiazdek, niczym Paweł T. Felis w Co jest Grane, ale ponieważ jest tam tylko dwóch recenzentów, od czego mamy FB? Każda głośniejsza filmowa premiera (najlepiej, aby był to pokaz przedpremierowy – nawet jeśli dostępny za bilety) doczeka się recenzji. Najfajniej, gdy można dać znać, że film, na który pewnie dużo znajomych czeka, jest „żenadą roku”. W cenie u komentatora kulturalnego są też niszowe koncerty nikomu nieznanych garażowych zespołów z UK albo wystawy składające się z czterech czarno-białych zdjęć podwórek – tu też warto błysnąć talentem recenzenta, albo chociaż się zaczekować.

Komentator kulinarny. Prawie Modest Amaro. Wrzuca zdjęcia własnoręcznie przyrządzonych szparagów, lekko koślawego brownie, ale również niedojedzonych knajpianych potraw z fikuśną dekoracją. Chciałoby się prowadzić WhitePlate, ale że akurat nie mamy czasu, mamy statusy. Niekoniecznie smakowite.

Komentator dziecięcy. Z zacięciem reportażysty wojennego wrzuca setki ujęć własnego potomstwa – pierwszy uśmiech, drugi uśmiech…. Tematów jest bez liku, ujęcia z cyklu: Patrzcie jaki on słodki, fotografia artystyczna, zabawne, umorusane. Poezja.

Komentator przyrodniczy. Bliski stylistyką pogodowemu, ale stawia na zdjęcia. Wrażliwy na piękno natury. Czasem można ten typ spotkać w Łazienkach Królewskich, gdy ze skupieniem dokumentuje wiewiórkę jedzącą orzech, dostojny przepływ kaczek po stawie albo na zoomie robi zdjęcia liści.

Komentator poeta. Refleksyjny typ. Wrzuca enigmatyczne statusy, półsłówka, fragmenty piosenek. Złote myśli w obcym języku. Wyraźnie prosi o reakcję, komentarz. Najczęściej bez skutku.

Komentator podróżnik. Inaczej: globtroter. Czekuje się w modnych spa, nie stroni od mazurskiej głuszy, ale najbardziej ceni miejsca trudno dostępne lub przynajmniej za takie uchodzące. Nie unika wrzucania kilkudziesięciu zdjęć pustej plaży/ górskich przełęczy/ chat tajskich. Większość zdjęć wygląda jak „prawie ze stocka”, z tą różnicą, że lepszej jakości są na stocku.

Komentator ankieter. Lubi stawiać pytania, szuka porad, zwykle problemy ma na tyle specyficzne (dobry ślusarz/ pytanie o knajpę, w której nikt nie był/ dane techniczne jakiegoś modelu telefonu), że nie uzyskuje żadnej konkretnej informacji, chociaż nagle odzywa się morze pomocnych specjalistów od wszystkiego. Znacznie szybciej byłoby wpisać swoje pytanie w wyszukiwarkę, ale raz jeszcze – od czego mamy FB?

Tę litanię można mnożyć bez końca. Każdy z nas pewnie przynajmniej raz był jednym z powyższych. Oto domowy test: jeśli za każdym razem, gdy jesteś w knajpie, w której większość osób wygląda jak z reklamy H&M z trudem powstrzymujesz się przed zaczekowaniem się/ zrobieniem zdjęcia niedojedzonego makaronu, już wpadłeś. Podobnie jeśli nieudolność polskich piłkarzy wyprowadziła Cię z równowagi na tyle, byś z nerwów szukał klawiatury. Albo jeśli zdarzyło Ci się narzekać na śnieg w kwietniu. Właściwie przy założeniu, że wstawiasz jakikolwiek status – jesteś w gronie komentatorów. Nie ma ucieczki. Brak statusów, cisza, milczenie, metoda przyczajonego tygrysa i ukradkowego obserwatora – dobra zmyłka, ale nie działa. Milcząc na FB – też mówisz.
Trwa ładowanie komentarzy...